Niedawno rozmawiałam z dziewczyną, która właśnie zaczęła pierwszą pracę w holenderskiej korporacji informatycznej (dziewczyn w IT jest coraz więcej!). Wspólne czekanie w kolejce do fizjoterapeuty zbliża i tak w otoczeniu plakatów ilustrujących rzepkę kolanową oraz plastikowych modeli kręgosłupa rozmawiałyśmy z Agatą o ciuchach do pracy.

Agata do tej pory nosiła głównie sprawdzone trio: koszulka, dżinsy, bluza. I bardzo dobrze! Pasowało to do studenckiego życia i spędzania nocy w głównej bibliotece kampusu. Dlaczego miałaby nie ubierać się tak do pracy? – zapyta ktoś. Przecież dużo mówi się o tym, że Mark Zuckerberg wyznaczył nowy kierunek pracowego dress code'u – ku adidasom i bluzom z kapturem – i jest to kierunek, w którym nieodwołalnie podąża świat biznesu.

Tak? Nie. Z dwóch powodów.

Po pierwsze, Mark Zuckerberg uważa, że styl nie ma znaczenia. Rzeczywiście, być może nie ma  znaczenia dla kogoś o jego pozycji zawodowej. Umówmy się, że mógłby przyjść do pracy w kombinezonie z uszami królika. Nikt nie podważy jego kompetencji, nie znajdzie się w pokoju negocjacyjnym osoba o wyższym niż jego statusie.
Po drugie... może Mark Zuckerberg nie ma potrzeb estetycznych z wyjątkiem pięknie napisanego kodu. I może nikt mu nie powiedział, że strój to świetny sposób, żeby okazać szacunek współpracownikom. Marku, jeśli to czytasz – wkładaj garnitur na spotkania inwestorskie.

Ale dość o Zuckerbergu. Nie znam nikogo, dla kogo stanowiłby on punkt odniesienia podczas ubierania się. Rozmawiajmy o tym, co wkładają każdego dnia do pracy prawdziwi ludzie – zwłaszcza kobiety.

Informatyczka Agata, którą spotkałam w poczekalni, pracuje w miejscu z określonym dress codem, który został wyłożony na specjalnej pogadance. W skrócie: sukienki, eleganckie spodnie z jakościowymi koszulami i bluzkami – tak; koszula w kratę i adidasy – niekoniecznie. Choć w gruncie rzeczy każdy pracuje w miejscu z jakimś dress codem, tylko zwykle nie jest on spisany, a wyczuwany intuicyjnie. Tak więc Agata podpisała już umowę o pracę (gratulacje!), ale jej szafa w miejscu, które zrobiła na ubrania do pracy, wciąż jest pusta. Ma pewien budżet na odzieżowy pakiet startowy, lecz na tyle niewielki, że nie może sobie pozwolić na nieprzemyślane zakupy czy dziwne, modowe rzeczy, które włoży raz.

Agato, zrobiłam dla Ciebie listę, według której skompletujesz ubrania do pierwszej pracy.
PS. Agata nie kocha sukienek. Bazę stanowią więc spodnie. I ma tatuaże na ramionach, szukamy zatem długich rękawów.

1. Marynarka San Sebastian granatowa + 2. Spodnie Ibiza granatowe

To będzie Twój pracowy uniform, który możesz nosić nawet kilka razy w tygodniu, z różnymi bluzkami i butami. I zdejmować lub zakładać marynarkę w miarę potrzeby (i temperatury w biurze).

3. Bluzka Bliska niebieska i Fregata

Dobrze mieć kilka bluzek, które sprawdzą się pod marynarką, ale także poradzą sobie solo. Klasyczne kolory są najlepsze, bo są klasyczne (ale jeśli kochasz niebieski, szalej z niebieskim!).

4. Sukienka Greco

Na delegacje w centrali (Amsterdam jest piękny!) przyda Ci się jedna sukienka w Twoim niesukienkowym stylu. Dzianinowe rękawy mają charakter, krój i kolor jest jednak elegancko stonowany.

- Marta Kitowska, w pracowni zajmuje się komunikacją
ZapiszZapiszZapisz

ZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapiszZapisz